niedziela, 6 kwietnia 2014

2. Szansa

- I co wynosisz się do Dublina, dziwko?- zapytała moja współlokatorka Wera.- I co powiesz tej grupie idiotów z wiejskim akcentem? "Hi my name is Melanie and I'm the the biggest bitch in this world"?
Zapięłam moją ledwo co zapełnioną walizkę.
- Po prostu mi zazdrościsz.- powiedziałam ale zaraz pożałowałam bo dziewczyna podeszła do mnie i wymierzyła mi siarczysty policzek.
- Wcale nie.- syknęła.- Cieszę się wręcz, że się stąd wynosisz. Bo w końcu będę miała na własność sypialnię.
Chwyciłam do ręki moją MP3. Prezent na gwiazdkę od fundacji "Świąteczna Paczka" i wyszłam z tego obskurnego pokoju, w którym mieszkałam przez ostatnie 17 lat. Przeszłam długim korytarzem pełnym drzwi do klas i pokoi sypialnych i stanęłam pod pokojem dyrektorki. Zapukałam.
- Proszę.- zawołała kobieta.
Weszłam do środka.
- Przyszłam się pożegnać.- oznajmiłam.
Dyrektorka podeszła do mnie i przytuliła.
- Znajdź tam nowy dom albo swoją rodzinę.- szepnęła w moje włosy.
Odsunęłam się od niej i wyszłam na korytarz a potem z budynku. Byłam tak blisko wolności.

- Zbliżamy się do lądowania proszę zapiąć pasy.- powiedział skrzeczący głos w głośniku.
Posłusznie wykonałam jego polecenie. Jeszcze chwilę podchodziliśmy do lądowania a potem poła samolotu uderzyły o beton pasa startowego. Razem z innymi wyszłam z samolotu a potem po walizkę. Kiedy już miałam mój bagaż przeszłam do wielkiego holu i zaczęłam się rozglądać z kimś z kartką z napisem "Melanie X". W końcu go zobaczyłam i podeszłam do niego.
- Dzień dobry.- przywitałam się.
- Melanie?- zapytał.
- Tak.- odpowiedziałam.- Miło mi pana poznać.
- Mi też. Nazywam się Peter Collins.- uśmiechnął się do mnie.- To co idziemy?
- Tak. Oczywiście.
Mężczyzna chwycił mój bagaż i ruszyliśmy w stronę parkingu. Przez chwilę kluczyliśmy pomiędzy pojazdami lecz w końcu dotarliśmy do minivana z napisem "Dom Dziecka Happy Days w Dublinie". Wsiedliśmy do środka i ruszyliśmy w stronę mojego nowego domu.

Po jakiś 15 minutach jazdy zatrzymaliśmy się przed dużym ceglanym budynkiem. Peter pomógł mi wysiąść z pojazdu i podał mi moją walizkę.
- To co? Zapraszam.- powiedział i ruszyliśmy do domu.
Tak bez problemu mogę nazwać to miejsce domem. Po pierwsze dlatego, że pochodzę z Wielkiej Brytanii i teraz otaczają mnie ludzie mówiący moim ojczystym językiem. A po drugie dlatego, że nareszcie jest taka możliwość, że znajdę moją rodzinę.

Dni mijały. Zaprzyjaźniłam się z moją współlokatorką Jesicą a większość innych mieszkańców tej placówki mnie toleruje. Czasem nawet się zastanawiałam czy ten ledwo miesiąc, który tu spędziłam nie był lepszy od pozostałych ponad 17 lat mojego życia. Dzisiaj na przerwie rozmawiałyśmy z Jess o naszych historiach.
- Mel mówiłaś coś o bracie? Wiesz kim on jest?- zapytała mnie przyjaciółka.
- Nie.- uśmiechnęłam się smutno.- Mam tylko jego zdjęcie.
- To i tak masz dobrze. Ja zostałam oddana do okna życia, czyli moi rodzice mnie nie chcieli.
- Na pewno cię chcieli. Ja jestem z UK a oddali mnie do Polski. Pewnie po to żebym ich nie znalazła.
- W takim wypadku nie daliby ci zdjęcia brata.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam do niej. W tedy do sali wszedł Peter.
- Melanie pewna rodzina chciałaby cię poznać.- oznajmił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz