- Rita, która godzina?- zapytałam.
Moja przyjaciółka wyciągnęła z kieszeni komórkę i spojrzała na zegarek.
- Nie martw się nie spóźnisz się na obchód. Jest dopiero 20:30.- uśmiechnęła się do mnie dziewczyna.
- Co!? Muszę lecieć inaczej w ogóle nie pozwolą mi ciebie odwiedzać!- zeskoczyłam z konia i w biegu zaczęłam ściągać toczek.- Pa pa Ri!- krzyknęłaś i zaczęłaś biec w stronę okna twojego pokoju.
Wskoczyłaś do sypialni i zaczęłaś się przebierać w piżamę. Po chwili padłaś na łóżko. Obok ciebie smacznie spała jedna z tych okropnych suk: Wera.
Pewnie się zastanawiacie dlaczego są jakieś cholerne obchody i mieszkam z kimś kogo nienawidzę. Więc od razu odpowiadam na to pytanie. Mieszkam w domu dziecka. Moi rodzice oddali mnie tu gdy miałam 9 miesięcy. Jedyne czego jestem pewna to to, że z pochodzenia jestem Brytyjką. Nie wiem czemu oddali mnie do domu dziecka w Polsce tak samo jak nie wiem jak mam na nazwisko. Jedyne co pozostało mi z mojej rodziny to połowa zdjęcia mojego brata kiedy miał mniej niż rok. Jego włosy są obcięte na tzw. garnek, słodko się uśmiecha i ma na sobie jeansową koszulę.
Do pokoju weszła moja wychowawczyni.
- Panno Melanie. Dlaczego jeszcze nie śpisz?- zapytała starsza kobieta.- Z tego co pamiętam jutro twoja klasa ma ostatni test z matematyki.
- Tak rzeczywiście.- To, że ten test był ostatni bardzo cię cieszyło bo już od 2 lat odliczałaś dni do czasu kiedy będziesz wolna. Urodziny masz w październiku a teraz jest maj. Jeszcze tylko 142 dni.- Już idę spać. Dobranoc.
- Dobranoc.
Wychowawczyni wyszła z pokoju a ja zwinęłam się w kulkę w rogu łóżka. Westchnęłaś cichutko i zasnęłaś.
Następnego dnia po obiedzie poszłam do swojej sypialni porysować. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę!- zawołałam.
Do mojej sypialni weszła wychowawczyni.
- Dzień dobry.- przywitałam się.
- Dzień dobry panno Melanie.- kobieta odpowiedziała na moje przywitanie.- Możemy porozmawiać?
- Tak oczywiście.
- To zapraszam do mojego gabinetu.
Szłam za nią przez korytarz a ona posyłała srogie spojrzenia wszystkim dzieciakom, które nie powiedziały jej "dzień dobry". W końcu doszłyśmy do jej gabinetu.
- Usiądź.- powiedziała.
Usiadłam na niewygodnym krześle.
- Mam dla ciebie pewną propozycję.- zaczęła.- Z powodu nadmiaru dzieci kilkoro z was: starszych musi wyjechać. Dostaliśmy propozycje z różnych domów dziecka w Polsce i za granicą. Postanowiliśmy, że jedną z tych osób będziesz ty. I wyjedziesz do swojej ojczyzny.
- Naprawdę?
- Tak.
- Boże dziękuję pani.
- Proszę. Masz do wyboru domy dziecka w Londynie, Cambridge i Dublinie. Do jutra możesz się zdecydować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz